Biuletyny Bractwa

Biuletyny Bractwa 15 czerwca 2013 wyświetleń: 995

Biuletyn Bractwa św. Józefa w Stargardzie - Numer 21

TAJEMNICA ŚWIĘTEGO JÓZEFA (cz. 7) Nadanie Imienia.

Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki (Łk 2, 21).

Według św. Mateusza to Józef, posłuszny nakazowi anioła, nadaje swojemu synowi imię Jezus. Według relacji św. Łukasza imię nadaje Maryja, też posłuszna anielskiemu przesłaniu. Jest to zatem ich pierwsze wspólne dzieło, spełnione w posłuszeństwie Bożemu poleceniu; wspólne dzieło, podjęte na mocy autorytetu ojca i matki - w ubóstwie, gdyż nadają synowi imię, którego sami nie wybrali, lecz co do którego otrzymali wyraźny nakaz. We wspólnym posłuszeństwie wykonują więc wspólne dzieło.

Dodajmy, że posłuszeństwo Prawu w kwestii obrzezania również jest częścią ich pierwszego wspólnego dzieła. Aby Jezus mógł oficjalnie wejść do religijnej społeczności Izraela, potrzebne było współdziałanie ojca i matki. Józef i Maryja mogliby oczywiście odwoływać się do faktu, że Jezus stoi ponad wymaganiem Prawa, ponad wymaganiem owego znaku przymierza Boga z Abrahamem i z całym jego potomstwem. Zrozumieli jednak, że trzeba podporządkować się Prawu, że sam Jezus musi mu się podporządkować, żeby pozostać ukrytym przed ludzkimi oczyma, przed oczyma swojego ludu i - patrząc jeszcze głębiej - musi podporządkować się Prawu, aby żyjąc nim, je wypełnić. Poddając się obrzezaniu, Jezus nadaje temu znakowi, „sakramentowi”, zupełnie nową wartość, całe bowiem ciało Jezusa - ciało umiłowanego Syna Ojca - jest całkowicie poświęcone Bogu, zanim jeszcze zostało obrzezane. Ten znak niczego Jezusowi nie dodaje, jednak przyjmując go, Jezus nadaje mu nowe znaczenie.

Ofiarowanie Jezusa w świątyni

Drugie wspólne dzieło Józefa i Maryi, spełnione wobec Dzieciątka Jezus, również ma wymiar religijny i dotyczy wypełnienia Prawa:

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby przedstawić Panu. [...] Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie (Łk 2, 22-24).

Kiedy zaś Rodzice, kontynuuje św. Łukasz, ,,wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa”, starzec Symeon ,,z natchnienia Ducha” przyszedł do świątyni, wziął Dzieciątko w objęcia i błogosławił Boga, głosząc, ze zakończył się czas oczekiwania:

Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela (Łk 2, 29-32).

Jak dodaje ewangelista, „Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono” (Łk 2, 33). Józef wraz z Maryją jest zadziwiony tym, co starzec Symeon prorokuje o Dzieciątku Jezus. Józef miał w prawdzie swoje odrębne zwiastowanie (po zwiastowaniu Maryi) kiedy anioł mu zapowiedział, że Jezus będzie Zbawicielem ludu, wybawicielem z grzechów; tutaj jednak Bóg przez Symeona zwiastuje Józefowi i Maryi, potwierdzając , sankcjonując po Bożemu doniosłość ich wspólnego dzieła. Symeon w obecności Jezusa uznaje, ze kapłaństwo lewickie może się zakończyć, gdyż obietnica wypełnia się w Jezusie; Symeon ogłasza również, że Jezus przynosi zbawienie nie tylko własnemu narodowi, ale wszystkim. Jezus jako chwała Izraela prawdziwie jest światłem, które ma oświecić wszystkie ludy.

To kapłańskie proroctwo, wygłoszone w obecności Maryi i Józefa, obydwojga razem, musiało wstrząsnąć Józefem; od kiedy bowiem prowadzą wspólne życie, po raz pierwszy jednocześnie otrzymują proroctwo dotyczące Jezusa, i to w świątyni. A proroctwo to głosi, że stary sługa musi odejść, zęby zrobić miejsce Jezusowi.

Starzec Symeon rozgłasza swoją radość obojgu - Józefowi i Maryi - jednak po udzieleniu im błogosławieństwa, zwraca się już tylko do Maryi i wyjawia:

Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą - a Twoją duszę miecz przeniknie - aby na jaw wyszły zamysły serc wielu (Łk 2, 34-35).

Józef jest świadkiem proroctwa dotyczącego Dzieciątka i Jego Matki. Zapada mu ono w serce, skoro bowiem jest przeznaczone dla Maryi, to również dla niego. Musi się nim posługiwać nie tylko po to, żeby patrzeć na Maryję w nowy sposób, ale również po to, by razem z Nią przeżywać tę samą tajemnicę, patrząc na Jezusa tak samo jak Ona.

 

Domem Jezusa są ludzie (Boże Ciało 2013)

„Sercem wierzę i ustami wyznaję” – słowa te, które znalazły się w czwartym ołtarzu nie należą ani do papieża Benedykta XVI, ani do papieża Franciszka, choć obaj je realizują, a także uczą nas jak z nich czynić naszą własną odpowiedź na Bożą miłość we współczesnym świecie. Słowa te pochodzą z listu św. Pawła Apostoła do Rzymian.

Święty Paweł otwiera przed adresatami listu swoje serce i zwierza się z tego, jak bardzo mu zależy na zbawieniu ludzi, do których posyła go Bóg. Mówi, że codziennie się za nich modli, bo lęka się, że za bardzo ufają sobie, a za mało Bogu. Obawia się, że taka postawa, w której człowiek liczy głównie na własne siły, może być jednocześnie zrezygnowaniem z tego wszystkiego co daje człowiekowi Chrystus albo wręcz – odrzuceniem Chrystusa.

Nawet wtedy kiedy adresaci listu Pawłowego zachowywali przykazania, to rozumieli to jako owoc tylko swojego wysiłku i w konsekwencji myśleli, że pomnażając ten wysiłek sami szturmem zdobędą niebo, jak się zdobywa warowny zamek. Gdzie się podziała ich pokora? Co się stało z ich wiarą? Gdzie wreszcie miejsce dla Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał, abyśmy mogli być zbawieni. Gdzie pamięć o tym, że bramy nieba otwiera jedynie Chrystus, a nie moja – nawet nieudawana, nawet prawdziwa – pobożność.

Św. Paweł mówił: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie”. Jak to zrozumieć? Kluczem do zrozumienia słów Apostoła Narodów jest uznanie siebie za grzesznika. Tak, właśnie za grzesznika! Czyli za kogoś, kto nie jest doskonały i popełnia błędy. Za kogoś, kto potrzebuje pomocy w osiągnięciu zbawienia. Potrzebuje przewodnika w drodze do nieba. Potrzebuje Chrystusa i Jego Kościoła.

Faryzeuszom żydowskim wykształconym w rozumieniu Prawa Bożego daleko było do takich konkluzji. W swoim religijnym nacjonalizmie stawiali siebie znacznie wyżej niż pogan. A w swojej pysze odrzucili Chrystusa jako konieczną pomoc w osiągnięciu zbawienia. Za to właśnie poganie – których św. Paweł oczarował historią o Jezusie – zrozumieli, że wszystko zawdzięczają Jezusowi. Że wiara jest tylko ludzkim sposobem odpowiedzi na nieopisaną, niezwykłą, nieoczekiwaną i po ludzku niezrozumianą miłość Boga. Byli zachwyceni, że ktoś może ich – którzy jeszcze niedawno nic o Bogu nie wiedzieli – że ktoś może ich tak bardzo pokochać. Bez żadnej ich zasługi. Bez żadnego starania się. Bez żadnego powodu.

I w blasku tej Bożej miłości zrozumieli, że są grzesznikami. To tak jakby dopiero w blasku słońca widzieć bród, który mrok czy półmrok skutecznie maskuje. Im bliżej jestem Boga – tym wyraźniej dostrzegam plamy na moim sercu i tym boleśniej odczuwam moje braki, moje niedoskonałości i moje grzechy. Jeśli się od Niego oddalam – mówię – nie mam grzechów. Bo w duchowy sposób staję się ślepcem. Ale to przecież nie dowodzi, że słońce zgasło, tylko, że ja już nie umiem go dostrzec.

Św. Paweł jest mądrym człowiekiem i wie, skąd się bierze w sercach ludzi wiara w Boga. Rozumie, że poganom było trudniej niż Żydom poznać Jezusa, modlić się do Niego, czy wreszcie Go pokochać i naśladować?

Żali się w swoim liście i woła: „Jak więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jak mieli uwierzyć w Tego, o którym nie słyszeli? Jak mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? Jak mieli im głosić, jeśli nie zostali posłani?”

Apostoł dobrze rozumiał, że wiara to skarb przekazywany z pokolenia na pokolenie, przekazywany z miłością i autorytetem. Wiedział, jak bardzo jest ona potrzebna człowiekowi.

I my o tym wiemy. Wiemy, że człowiek o silnej wierze potrafi skutecznie przeciwstawić się wrogom religii i nieprzyjaciołom Boga. Człowiek o wypróbowanej wierze nie podda się byle jakiej propagandzie i bezmyślnemu bełkotowi, którego wokół pełno. Wierzący o skrystalizowanych przekonaniach i świadomy swojej wiary nie daje się rozstawiać po kątach przez byle kogo. Po prostu człowiek, który naprawdę zaufał Jezusowi nie daje się łatwo zastraszyć, zapchnąć z obranej drogi wiary, nie daje się kupić, czy wykorzystać. Nie idzie na poniżające kompromisy, nie ucieka cię do szantażów i nie powołuje się na anonimy. Nie krzywdzi innych z niskich pobudek. 

Św. Paweł rozumiał, że wiara należy do kategorii tych dóbr, z których nie wolno zrezygnować i których nie da się niczym zastąpić. Wiedział także, że zawsze będą tacy, w każdym pokoleniu, którzy będą próbowali ją wyszydzić, wyśmiać, zminimalizować jej znaczenie, wypaczyć albo zastąpić rozmaitymi ideologiami, różnymi niby – wiarami, pseudo – wiarami, imitacjami tego, co człowiekowi może ofiarować tylko Chrystus. Tylko Chrystus.

Przerabialiśmy ideologie totalitarne. Dzisiaj życie funduje nam inne formy… ale one wszystkie – powtarzam to z całą mocą – one wszystkie są bezradne wobec majestatu samego Boga i wobec człowieka żywo przez wiarę związanego z Bogiem. To jak poszczekiwanie podwórkowego kundelka na słońce stojące w zenicie.

Natomiast dla człowieka o słabej wierze, o wierze nieugruntowanej i nie karmionej Bożą łaską i przykładami wiary w rodzinie, o wierze bez fundamentu intelektualnego i bez osobistego doświadczenia Boga – te współczesne sposoby walki z wiarą – rzeczywiście mogą okazać się śmiertelnie niebezpieczne. Śmiertelnie, bo wiarę w sercu człowieka naprawdę można zabić.

Wiarę w sercu dziecka może zabić własny rodzić – który jej nie podziela, który jej nie pielęgnuje. Wiarę w sercu nastolatka może zabić drugi nastolatek, który staje się idolem, albo wskazuje na idola (czy zastanowiliśmy się kiedyś, co oznacza słowo idol – to inaczej bożek, czyli ktoś, kto w sercu człowieka może zająć miejsce Boga). Wiarę w sercu każdego człowieka może zabić drugi człowiek. W jaki sposób: przez zgorszenie; przez zły przykład; przez nie dbanie o własną wiarę; przez grzechy, których powinien się wstydzić, a którymi się szczyci.   

Cóż zatem mamy czynić? My ludzie, którzy idziemy za Jezusem przez życie, tak jak szliśmy w dzisiejszej procesji. Co mamy czynić? Co by nam doradził św. Paweł?

Powtórzymy jeszcze raz słowa Apostoła Narodów: „Jak mają wzywać pomocy Tego, w którego nie wierzyli? Jak mają uwierzyć w Tego, o którym nie słyszeli? Jak mają usłyszeć, skoro brakuje świadków? Skąd brać więc świadków wiary?

Poczujcie moim bracia i siostry, że oto jesteście posłani z zadaniem niesienia wiary. Trudne zadanie? Tak. Bardzo trudne. Ale nie jesteście sami. Możecie zawsze liczyć na zmartwychwstałego Pana, który nie zostawi Was samymi. Więcej. Wyposażył was w dary Ducha Świętego, czyli w odpowiednie narzędzia, aby wiarę w swoich sercach umacniać. Przyjmijcie to, jako zadanie, które na każdego z nas w Roku Wiary, na nowo nakłada Bóg: musimy lepiej poznawać swoją wiarę, aby mocniej pokochać i Chrystusa i Jego Kościół. Musimy uwierzyć, że w oczach Boga jesteśmy apostołami współczesności. To nas sam Bóg obdarzył zaufaniem. I to nas sam Bóg posyła do smutnego, przestraszonego, pogubionego i często pozbawionego nadziei świata. Właśnie nas. To nie jest zadanie tylko dla kapłanów, a dzisiaj może nawet nie przede wszystkim dla kapłanów.

Bóg potrzebuje ludzi, wierzących ojców i matek, którzy nie będą się bali opowiadać swoim dzieciom o swojej wierze. Bóg potrzebuje młodych ludzi, którzy w świecie plastikowych wartości oraz promocji grzechu i kłamstwa – powiedzą: Tak, to prawda, jesteśmy grzesznikami, ale idziemy przez życie z Chrystusem, bo tylko On może uczynić nas szczęśliwymi. Tak, to prawda, nie jesteśmy doskonali, ale całą naszą nadzieję składamy w Bogu i codziennie, w osobistej modlitwie powierzamy Mu nasze życie. Tak, to prawda, nie zawsze znajdujemy mądre argumenty, aby uzasadnić naszą wiarę, ale dzisiaj z całej głębi naszego życia, naszych doświadczeń, naszych upadków, z całej głębi naszych modlitw i naszych nadziei powtarzamy, wobec zgromadzonych tu naszych barci i sióstr, stojąc na głównym Placu Stargardu, wobec całego współczesnego świata; powtarzamy słowa św. Pawła Apostoła i ufamy, że Bóg je usłyszy: sercem wierzę i ustami wyznaję, że JEZUS JEST PANEM.

Papież Benedykt XVI często przypominał, że to Duch Święty w każdym pokoleniu gromadzi nowych ludzi i czyni z nich Kościół. Nigdy nie zapominajmy o tym, że to nie my się spotykamy, aby stworzyć Kościół, ale, że to On nas szuka, woła, zaprasza i gromadzi. Także dzisiaj. Także teraz.

Papież Franciszek w pierwszych dniach swojego pontyfikatu naucza nas, że domem Boga są ludzie. A więc nie miejsca, nawet nie świątynie w pierwszym rzędzie, ale właśnie ludzie. Moi drodzy, idąc razem z Wami w procesji za Eucharystycznym Panem, dziękowałem Mu za to, że w Stargardzie, w parafii św. Józefa jest wiele takich serca, które są dla Niego domem, że jest wiele takich serc, które są domem dla Jezusa. I modliłem się także o to, żeby takich serce przybywało.

Kalendarium wydarzeń:  

23 czerwca - godz. 12.30 - Msza św. z pożegnaniem proboszcza (+ poczęstunek).  

24.06.2013 - Odpust św. Jana Chrzciciela (18.00 - Nabożeństwo do św. Jana Chrzciciela i procesja eucharystyczna. 18.30 - Msza św. ).

aktualizowano: 2014-06-02
cofnij drukuj do góry