Niedziela, 22 września 2019 r. imieniny: Maury, Milany, Tomasza XXV Niedziela okresu zwykłego

Biuletyny Bractwa

Biuletyny Bractwa 2 listopada 2012 wyświetleń: 767

Biuletyn Bractwa św. Józefa (2) m.in. o Halloween

Homilia Ojca Świętego Benedykta XVI wygłoszona podczas Mszy św. w Berlinie                                   
22 września 2011 r. (fragmenty).

(…) Myśląc o całym zastępie świętych i błogo-sławionych, możemy zrozumieć, co to znaczy żyć jako gałązki prawdziwego krzewu winnego – Chrystusa i przynosić wiele owoców. (…) W przypowieści o winorośli Jezus nie mówi: „Wy jesteście winnym krzewem”, ale „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami” (J 15, 5). Oznacza to: „Tak jak gałązki są złączone z krzewem winnym, tak i wy należycie do Mnie! Należąc do Mnie, należycie także nawzajem do siebie”.



A ta przynależność nawzajem do siebie i do Niego nie jest jakimś związkiem wymyślonym czy symbolicznym, ale – że tak powiem – jest biologiczną, pełną życia przynależnością do Jezusa Chrystusa. Jest to Kościół, ta wspólnota życia z Nim i ze sobą nawzajem, która opiera się na chrzcie oraz jest przeżywana i pogłębiana za każdym razem w Eucharystii. „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym” – te słowa jednak w istocie oznaczają: „Ja jestem wasz a wy jesteście Mną”. To niesłychane utożsamienie się Pana z nami, z Jego Kościołem.

Wtedy, pod Damaszkiem sam Chrystus zapytał Szawła – prześladowcę Kościoła: „Dlaczego Mnie prześla-dujesz?” W ten sposób Pan wyraża wspólnotę losu, wypływającą z głębokiej komunii życia swego Kościoła z Nim – Chrystusem zmartwychwstałym. Nadal żyje On w swym Kościele na tym świecie. On jest z nami, a my jesteśmy z Nim. „Dlaczego mnie prześladujesz?”. To w Jezusa uderzają prześladowania, wymierzone w Jego Kościół. I jednocześnie my nie jesteśmy sami, gdy spotyka nas prześladowanie z powodu naszej wiary, bo Jezus jest z nami.

W przypowieści Jezus mówi: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia” (J 15, 1). I wyjaśnia, że robotnik winnicy bierze nóż, obcina suche gałązki, a oczyszcza te, które owocują, aby dawały więcej owoców. Bóg chce usunąć z naszej piersi martwe serce z kamienia, aby dać nam serce z ciała (Ez 36, 26). Chce nam dać nowe, mocne życie. Chrystus przybył, aby powołać grzesz-ników. To oni potrzebowali lekarza, nie zdrowi (…).

Niektórzy, spoglądając na Kościół, zatrzymują się na jego aspekcie zewnętrznym. Kościół jawi się wówczas tylko jako jedna z wielu organizacji w społeczeństwie demokratycznym, poddawana takiej samej ocenie jak one. Jeśli później dochodzi jeszcze bolesne doświadczenie, że w Kościele są ryby dobre i złe, pszenica i kąkol, i jeśli spojrzenie zatrzyma się na rzeczach negatywnych, wówczas już się nie dostrzega wielkiej i głębokiej tajemnicy Kościoła. A zatem nie czerpie się już żadnej radości z faktu przynależności do takiego krzewu winnego, jakim jest Kościół. Szerzą się niezadowolenie i narzekania, jeśli nie widać urzeczywistnienia własnych powierzchownych i błędnych idei o Kościele i własnych marzeń o Kościele!

Pan mówi dalej w swojej mowie: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwał będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, jeśli nie trwa we winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie”. Co możemy też przetłumaczyć: poza mną niczego nie możecie wypełnić ( J 15, 4).

Każdy z nas stoi w obliczu takiej decyzji. O tym, jak bardzo jest ona poważna, mówi nam Pan ponownie w swej przypowieści: „Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie” (J 15, 6). Św. Augustyn zauważa w związku z tym: „Jedno z dwojga winnej latorośli przynależy: albo winny krzew albo ogień; jeśli latorośl nie jest w winnym krzewie, będzie w ogniu, aby więc w ogniu nie była, niech będzie w winnym krzewie”. (…)

Obraz krzewu winnego jest jednak znakiem nadziei i ufności. Sam Chrystus poprzez Wcielenie przyszedł na ten świat, aby być naszym fundamentem. W każdej biedzie i suszy, jest On źródłem, dającym wodę życia, która nas karmi i umacnia. On sam bierze na siebie każdy grzech, lęk i cierpienie i ostatecznie oczyszcza i przemienia nas w tajemniczy sposób w dobre wino. Niekiedy w owych chwilach biedy czujemy się tak, jakbyśmy dostali się do tłoczni, niczym winogrona całkowicie wyciskane. Wiemy jednak, że zjednoczeni z Chrystusem stajemy się dojrzałym winem. Bóg potrafi przemieniać w miłość także ciężkie i przygniatające zjawiska w naszym życiu. Ważne jest trwanie w winorośli, w Chrystusie. W tym krótkim fragmencie Ewangelista używa słowa „trwać” 12 razy. Owo „trwanie w Chrystusie” kształtuje całą przy-powieść. W naszych czasach, gdy brak wytchnienia i panuje dowolność, kiedy tak wielu ludzi traci orientację i równowagę, gdy wierność miłości w małżeństwie i w przyjaźni stała się tak krucha i krótkotrwała, wówczas pragniemy wołać w naszej biedzie jak uczniowie z Emaus: „Zostań z nami, Panie, gdyż ma się ku wieczorowi“ (Łk 24, 29). Tak, ciemność jest wokół nas! A wówczas zmar-twychwstały Pan daje nam schronienie, miejsce światła, nadziei i zaufania, pokoju i bezpieczeństwa. Gdy susza i śmierć zagrażają gałązkom, wówczas w Chrystusie jest przyszłość, życie i radość.

Trwanie z Chrystusem oznacza również trwanie z Kościołem. Cała wspólnota wierzących jest mocno złączona z Chrystusem, winnym krzewem. W Chrys-tusie my wszyscy jesteśmy zjednoczeni. We wspól-nocie tej On nas dźwiga, a jednocześnie wszyscy członkowie się wspierają. Wspólnie przeciwstawiają się burzy i nawzajem dają sobie ochronę. Nie wierzymy osamotnieni, ale wierzymy z całym Kościołem. (…) Kościół jest najpiękniejszym darem Bożym. Dlatego również św. Augustyn stwierdza: „Każdy ma Ducha Świętego w takim stopniu, w jakim kocha Kościół Chrystusowy”. Wraz z Kościołem i w Kościele możemy głosić wszystkim, że Chrystus jest źródłem życia, że jest On obecny, że jest tą Wielką rzeczywistością, za którą tęsknimy. To On daje nam samego siebie. Ten, kto wierzy w Chrystusa, ma przed sobą przyszłość. Bóg nie chce bowiem jałowości, śmierci, bylejakości, które w końcu przemijają, ale chce rzeczy owocnych i żywych, życia w obfitości.
Drodzy bracia i siostry! Życzę wam wszystkim, abyście coraz głębiej odkrywali radość zjednoczenia z Chrystusem w Kościele, abyście mogli znaleźć pociechę i wyzwolenie w waszych potrzebach oraz abyście się stawali coraz bardziej wspaniałym winem radości i miłości Chrystusa dla tego świata. Amen.



Fragmenty przemówienia Papieża Benedykta XVI                                                                        wygłoszonego do  katolików zaangażowanych w życie Kościoła.                                                       Fryburg, 25.09.2011.

Od dziesięcioleci przeżywamy zmniejszanie się praktyk religijnych, stwierdzamy coraz większe dystansowanie się znacznej części ochrzczonych od życia Kościoła. Rodzi się stąd pytanie: Czy Kościół nie musi się zmienić? Czy nie powinien w swych urzędach i strukturach przystosować się do naszych czasów, aby dotrzeć do dzisiejszych ludzi poszukujących lub wątpiących?
Tak, jest powód do zmiany i jej potrzeba. Każdy chrześcijanin i wspólnota wierzących są wezwani do nieustannej przemiany. Kościół musi wciąż na nowo upewniać się co do swego posłannictwa. Wypływa ono z tajemnicy stwórczej miłości Boga. Kościół znajduje swój sens wyłącznie w tym, że jest narzędziem odkupienia, przenikania słowem Bożym świata i przemieniania go w jedność miłości z Bogiem. (…)

By pełnić swe właściwe zadanie Kościół musi wciąż na nowo podejmować wysiłek odcinania się od ducha świata. Ma iść za słowami Jezusa: «Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata» (J 17, 16).

Historia w pewnej mierze przychodzi Kościołowi z pomocą przez różne epoki sekularyzacji, które zasadniczo przyczyniły się do jego oczyszczenia i reformy wewnętrznej. Sekularyzacje – czy to wywłaszczanie dóbr Kościoła, czy znoszenie przywilejów albo tym podobne – oznaczały za każdym razem głębokie uwolnienie Kościoła od świata. Pozbywał się on przy tym swego bogactwa ziemskiego i z powrotem przyjmował w pełni swe ziemskie ubóstwo. Przykłady z historii pokazują, że misyjne świadectwo Kościoła oderwanego od świata staje się wyraźniejsze. Uwolniony od swych obciążeń materialnych i politycznych Kościół może lepiej poświęcać się, prawdziwie po chrześcijańsku, całemu światu, być naprawdę otwarty na świat. Może na nowo żyć szczerzej swym powołaniem do posługi wielbienia Boga i do służby bliźniemu. (…).

Nie chodzi tu o znalezienie nowej taktyki, aby przywrócić Kościołowi znaczenie. Chodzi raczej o odrzucenie tego wszystkiego, co jest jedynie taktyką, i o dążenie do pełnej rzetelności.

Wiara chrześcijańska zawsze, nie dopiero w naszych czasach, jest dla człowieka skandalem. To, że odwieczny Bóg troszczy się o nas, ludzi, zna nas. To, że Niepojęty stał się w określonym czasie uchwytny, Nieśmiertelny cierpiał i umarł na krzyżu, a nam śmiertelnym obiecano zmartwychwstanie i życie wieczne. Wierzyć w to jest już dla nas ludzi wymagające.

Ten skandal, którego nie można usunąć, jeśli chce się zachować chrześcijaństwo, został niestety w ostatnim czasie przykryty innymi, bolesnymi skandalami głosicieli wiary. Tworzy się groźna sytuacja, gdy owe skandale zajmują miejsce pierwotnego skandalu, zgorszenia Krzyża, i w ten sposób czynią go niedostępnym, czyli ukrywają istotne chrześcijańskie wymaganie za nieposłuszeństwem jego głosicieli.

Czas zatem, by śmiało zerwać z tym, co w Kościele jest ze świata. Nie znaczy to, by wycofać się ze świata. Kościół uwolniony od tego, co ze świata, jest w stanie właśnie także na polu społeczno-charytatywnym przekazywać ludziom, zarówno cierpiącym, jak i tym, którzy im pomagają, szczególną żywotną siłę wiary chrześcijańskiej”.



Homilia Ojca Świętego Benedykta XVI wygłoszona podczas Mszy św. we Fryburgu                                
25 września 2011 r. (fragmenty)


(…) W obliczu wszystkich straszliwych rzeczy, jakie dzieją się w świecie istnieją teologowie, który, którzy mówią, że Bóg nie może być wszechmocny. Natomiast my wyznajemy Boga Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi. (…) Ale musimy też mieć świadomość, że wypełnia On swoją władzę inaczej, niż zwykli to czynić ludzie. On sam wytyczył granice swojej mocy, uznając wolność swoich stworzeń. Cieszymy się i jesteśmy wdzięczni za dar wolności. Ale jesteśmy przerażeni, kiedy widzimy straszliwe rzeczy, do których z tego powodu dochodzi. Zaufajmy Bogu, którego moc przejawia się przede wszystkim we współczuciu i przebaczeniu. Drodzy wierni, bądźmy też pewni, że Bóg pragnie zbawienia swojego ludu. On pragnie naszego zbawienia. Zawsze, a zwłaszcza w czasach niebezpieczeństwa i wstrząsów jest blisko nas, Jego serce bije dla nas, pochyla się nad nami. Aby moc jego miłosierdzia mogła dotknąć naszych serc, konieczne jest otwarcie na Niego, potrzebna jest gotowość do zaniechania zła i wydostania się z obojętności oraz zrobienie miejsca na Jego słowo. Bóg szanuje naszą wolność. On nas nie zmusza.

Jezus w Ewangelii ten opowiada przypowieść o dwóch synach, których ojciec prosi, żeby pracowali w jego winnicy. Jeden z nich odpowiedział: „«Idę, panie», lecz nie poszedł” (Mt 21,29). Drugi natomiast powiedział do Ojca: „«Nie chcę». Później jednak opamiętał się i poszedł”. Na pytanie Jezusa, który z dwóch wypełnił wolę Ojca, słuchacze odpowiedzieli: „Ten drugi”. Przesłanie tej przypowieści jest jasne: nie liczą się słowa, lecz działanie, akty nawrócenia i wiary. Jezus skierował to przesłanie do arcykapłanów i starszych ludu, to znaczy do religijnych ekspertów ludu Izraela. Mówią oni najpierw „tak” wobec woli Bożej. Ale ich religijność staje się rutyną, a Bóg już ich nie niepokoi. Dlatego uważają przesłanie Jana Chrzciciela i orędzie Jezusa Chrystusa za uciążliwe. Dlatego Pan kończy swą przypowieść drastycznymi słowami: „Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy

patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć” (Mt 21,31-32). Słowo to przetłumaczone na język naszych czasów mogłoby brzmieć następująco: agnostycy, którzy nie znajdują spokoju z powodu pytania o Boga, ludzie, którzy cierpią z powodu naszych grzechów i tęsknią za czystym sercem, są bliżsi królestwu Bożemu niż rutyniarze kościelni, których serce jest obojętne na wiarę.
Tak więc słowa Jezusa powinny nas skłonić do refleksji, wstrząsnąć nami. Nie oznacza to jednak, że wszystkich tych, którzy żyją w Kościele i dla niego pracują należy zaszeregować jako dalekich od Jezusa i Królestwa Bożego. Absolutnie nie! Jest to raczej właściwa chwila, żeby skierować słowa głębokiej wdzięczności wielu etatowym i nieetatowym współpracownikom, bez których nie do pomyślenia byłoby życie parafii i Kościoła jako całości (…).

Postawmy więc sobie pytanie: co z moją osobistą relację z Bogiem – w modlitwie, w niedzielnej Mszy św., w pogłębianiu wiary poprzez rozważanie Pisma Świętego oraz studium Katechizmu Kościoła Katolickiego? Drodzy przyjaciele! Odnowa Kościoła może ostatecznie przyjść jedynie przez gotowość do nawrócenia i przez odnowienie wiary.

W Ewangelii dzisiejszej niedzieli jest mową o dwóch synach, za którymi stoi tajemniczy, trzeci syn. Pierwszy syn mówi „tak” ale nie wypełnia tego, co mu nakazano. Drugi syn mówi „nie” ale wypełnia później wolę Ojca. Trzeci syn mówi „tak” i czyni także to, co mu kazano. Tym trzecim synem jest Syn Jednorodzony Boga, Jezus Chrystus, który nas wszystkich tutaj przyprowadził. Jezus przychodząc na świat powiedział: „Oto idę... abym spełniał wolę Twoją, Boże”. Owo „tak”, On nie tylko powiedział, ale wypełnił. (…)

Życie chrześcijańskie nieustannie musi orientować się według kryteriów Chrystusa. (…)  Podobnie jak Chrystus był w pełni zjednoczony z Ojcem i Jemu posłuszny, tak też i Jego uczniowie powinni być posłuszni Bogu mieć nawzajem te same dążenia. Drodzy przyjaciele! Wraz ze św. Pawłem odważę się was wezwać: dopełnijcie mojej radości, będąc mocno zjednoczonymi w Chrystusie!
Kościół w Niemczech stawi czoła wielkim wyzwaniom teraźniejszości i przyszłości i pozostanie zaczynem w społeczeństwie, jeśli kapłani, osoby konsekrowane i świeccy wierzący w Chrystusa, dochowując wierności swemu specyficznemu powołaniu będą współpracować w jedności; jeśli parafie, wspólnoty i ruchy będą się wzajemnie wspierały i ubogacały; jeśli ochrzczeni i bierzmowani będą nieść wysoko pochodnię autentycznej wiary w jedności z biskupem i zechcą nią oświecić swoją głęboką wiedzę i umiejętności. Kościół w Niemczech będzie nadal błogosławieństwem dla ogólnoświatowej wspólnoty katolickiej, jeśli pozostanie wiernie zjednoczony z Następcami świętego Piotra i apostołów, jeśli będzie na wiele sposobów troszczył się o współpracę z krajami misyjnymi i zechce się w tym „zarazić” radością wiary młodych Kościołów.

Św. Paweł z wezwaniem do jedności łączy wezwanie do pokory. (…) Życie chrześcijańskie jest pro-egzystencją: życiem dla innych, pokornym zaangażowaniem wobec naszych bliźnich i dobra wspólnego. Drodzy Wierni! Pokora jest cnotą, która nie jest w dzisiejszym świecie na wagę złota. Ale uczniowie Pana wiedzą, że ta cnota jest, jeśli tak można powiedzieć oliwą, która czyni procesy dialogu owocnymi, współpracę – łatwą, a jedność – po prostu serdeczną. Łacińskie określenie pokory „Humilitas” ma nieco wspólnego z „humus”, to znaczy z próchnicą glebową. Ludzie pokorni stoją obiema nogami na ziemi. Ale przede wszystkim słuchają Chrystusa, Słowa Bożego, które nieustannie odnawia Kościół i każdego z jego członków.

Prośmy Boga, o odwagę i pokorę, aby kroczyć drogą wiary i czerpać z obfitości Jego miłosierdzia, kierując stale swój wzrok na Chrystusa, Słowo, które wszystko czyni nowym, które jest dla nas „drogą i prawdą, i życiem” (J 14,6), które jest naszą przyszłością. Amen.


Słowo Pasterskie księdza Arcybiskupa Metropolity Andrzeja Dzięgi                                                                         
(6 listopada 2011)

Drodzy Bracia Kapłani, Osoby Życia konsekrowanego, Ludu Boży Archidiecezji Szczeciń-sko-Kamieńskiej. Wysłuchane przed chwilą Słowo Boże stanowi pochwałę Mądrości Bożej, która „jest wspaniała i niewiędnąca”. Staje się Ona udziałem tych, którzy Ją miłują, szukają Jej, pragną i Ją poznają. Określenia te wskazują na zaangażowanie człowieka, który po odkryciu Mądrości pochodzącej z wysoka, uświadamia sobie, że to Ona stanowi źródło mądrych ludzkich wyborów. Aby stało się to możliwe i w pełni owocne, także sam człowiek musi czuwać, podobnie, jak mądrze czuwały roztropne panny, które „razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach”. Uczniowie Jezusa są zobowiązani do takiej właśnie mądrej czujności. Tej mądrości powinni uczyć również dzieci, by się nie okazało, że ktoś mający w sobie zaledwie pozór wiary, a chcący także wejść do nieba, nie ma jednak w sobie wystarczającego światła, podobnie jak zabrakło go nieroztropnym pannom.

Dotykamy tej kwestii szczególnie mocno stając nad grobami naszych bliskich, a także nad symbolicznymi grobami: tych, co polegli za Ojczyznę; tych, co nie powrócili z morza; tych, którym nie było dane się narodzić; tych, co zginęli w wypadkach drogowych. W każdym przypadku darem naszej szczerej modlitwy próbujemy dopełniać ewentualne braki ich miłości, które nie pozwalają im wejść do chwały nieba, a jeśli są już przed Bogiem, to nasze modlitwy posłużą innym oczekującym na zbawienie. Przypominam to tym bardziej, że pierwsze osiem dni listopada to czas już od wielu pokoleń wyposażony przez Kościół Święty w przywilej możliwości uzyskania odpustu zupełnego dla dusz czyśćcowych.

Ze smutkiem jednak obserwujemy narastającą falę inicjatyw w ramach świętowania tzw. halloween. Szczególny niepokój budzą takie inicjatywy na obszarze szkoły, gdzie dopiero kształtuje się dojrzała postawa społeczna, intelektualna i duchowa młodego pokolenia. To pokolenie nie jest jeszcze w stanie samodzielnie decydować. To odpowiedzialni dorośli powinni prowadzić zawierzone im dzieci i młodzież po drogach wzrastania w mądrości i w łasce u Boga i u ludzi. A tymczasem dorośli zaczynają się bawić w halloween, jakby nie rozumieli duchowego zagrożenia. Pojawiły się imprezy środowiskowe, a nawet samorządowe. Pojawiły się już bale przebranych za istoty ze świata ciemności, w tym za diabły, wampiry, wróżki i inne. Niestety, ta „niby zabawa”, kusząca również dzieci łatwym cukierkiem, kusi też możliwością wyrządzania konkretnej szkody, wręcz niszczenia czegoś, na co ktoś inny zapracował – pod niewinną nazwą „psikusów”– jeśli ktoś odmawia współudziału w tej „niby zabawie”. Tę złośliwość i perspektywę bezkarnego szkodzenia można już interpretować wprost jako oznakę ukrytych postaw diabolicznych.

Ponieważ chodzi nam o spokojne, ale jednak dojrzałe podejście do tego zagadnienia, promowanego jako nowy obyczaj, potrzebna jest chwila refleksji w każdej rodzinie, która uważa siebie za katolicką.
Czy jesteśmy rzeczywiście rodziną katolicką? Czy chcemy być rodziną wyraźnie katolicką, wbrew postępującej w świecie promocji zła? Agresywność współczesnego świata sprawia, że musimy na nowo dokonać takiego czytelnego wyboru. Obserwacja praktyk religijnych wskazuje, że rodziny Konsek-wentnie katolickie, czyli dojrzale i świadomie przeżywające swoje chrześcijaństwo, aktywnie obecne w życiu wspólnoty Kościoła, są niestety w mniej-szości, a nawet w zdecydowanej mniejszości, zarówno w Szczecinie, jak i w całym naszym regionie. Ale to nie zmienia faktu, że mamy prawo jako katolicy naszą wiarę wyznawać, także publicznie ją ukazywać; i mamy prawo być szanowani jako katolicy.

Chcę Wam wszystkim, gorliwym uczniom Jezusa Chrystusa, podziękować za taką właśnie czytelność i wyrazistość postawy katolickiej, za wewnętrzną radość, z jaką publicznie dajecie świadectwo naszej wiary. Jednocześnie pragnę podziękować rodzicom, katechetom, wychowawcom, nauczycielom, młodzieży i dzieciom oraz tym wszystkim spośród was, którzy w ostatnich dniach mieli odwagę wyraźnie odmówić udziału w praktykach halloween właśnie ze względu na wyznawaną wiarę.
Tam, gdzie jako rodzice jesteście zaniepo-kojeni propozycjami stawianymi Waszym dzieciom, przypominam i zachęcam Was, rodzice katoliccy, abyście postawili głośne pytanie: kto konkretnie proponował Waszym dzieciom i zachęcał je do udziału w pogańskich zachowaniach pod pozorem dobrej zabawy? Nie dajcie się też zwieść ogólnymi odpowiedziami, że dzisiaj jest taka moda. Ten sam apel kieruję do wszystkich katolików, którzy są nauczycielami i wychowawcami. Podobne pytanie stawiam także tym katolikom, którzy są organizatorami życia kulturalnego i społecznego, właścicielami lokali rozrywkowych lub którzy w ramach samorządów organizują wydarzenia środowiskowe. Wy także postawcie sobie to pytanie: kto w tym roku inspirował organizowanie pogańskich wydarzeń, również na placach i ulicach, pod pozorem kultury naturalnej?
Odrębne pytanie stawiam ludziom mediów: czy słuszne jest aktywne zaangażowanie się w promocję zachowań pogańskich, a nawet wręcz diabolicznych, przejawiających się w akceptacji wróżb, przebieraniu się za upiory i demony? Czy warto promować zabawę w zło?

Zwracam się także do wszystkich Was, którzy się deklarujecie jako katolicy z racji na przyjęty chrzest, ale którzy na co dzień nie przejmujecie się zbytnio sprawami Bożymi – postawcie sobie sami pytanie: jaki jest Wasz rzeczywisty obecny stan duchowy, i jaki duchowy status chcecie przeżywać w dalszym życiu? I nie mówcie, że macie jeszcze dużo czasu na odpowiedź. Agresywność świata w sprawach duchowych w pewnym sensie przymusza nas wszystkich do postawienia sobie tego pytania i do udzielenia odpowiedzi.

We wspólnotach wiary modlimy się za Was, byście – jak wołał Błogosławiony Jan Paweł II na początku swojego pontyfikatu – nie lękali się otworzyć waszych serc i umysłów dla Chrystusa. Ojciec Święty Benedykt XVI dopowiadał wobec młodzieży, że Chrystus niczego człowiekowi nie odbiera i w niczym go nie ogranicza, lecz zawsze człowieka duchowo ubogaca, uświęca i chce go zbawić. To nie Chrystus bowiem i nie Jego Kościół zamyka się na ludzi wątpiących lub poszukujących. Chrystus, a z Nim także Jego Kościół, czeka na każdego człowieka słabego i grzesznego, który chce jednak coś zmienić na lepsze w swoim życiu duchowym. Niestety, to sami ludzie – często deklarujący się jako wierzący – zamykają swoje serca i umysły na prawdę Bożą, przeżywając swoją wiarę jedynie w sferze obyczajów. Tam gdzie nie ma rzeczywistego i świadomego wyboru Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła, pozostaje jedynie obyczaj chrześcijański. Tam też łatwo następuje otwarcie na obyczaj pozachrześcijański, a nawet antychrześcijański, pod pozorem szeroko rozumianej kultury lub tzw. dobrej zabawy.

Przyszedł więc czas na dokonanie poważnego wyboru: kim jesteśmy? Nie można bowiem służyć Bogu i drwić z Boga. Nie można być jednocześnie chrześcijaninem i promować postawy diabelskie.
Kochani! Co złego uczynił Wam Bóg, że Go lekceważycie, a nawet wręcz obrażacie? Za dwa tygodnie przeżywać będziemy Uroczystość Jezusa Chrystusa – Króla Wszechświata. To będzie kolejna nowa szansa na dokonywanie poważnych wyborów duchowych.

Umiłowani Kapłani, Siostry Zakonne, Katecheci, Rodzice, cała Rodzino Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej. Proszę Was o modlitwę za naszą Ojczyznę. Szczególnie za młode pokolenie naszej Ojczyzny – o zachowanie, pogłębienie i rozwój wiary w Jezusa Chrystusa w życiu osobistym, rodzinnym, społecznym, zarówno w obszarach kultury, edukacji, jak też w obszarach życia gospodarczego i polityki.

Niech Chrystus będzie w naszym pokoleniu znany i uznawany. Na tę pracę duchową i na tę posługę z serca wszystkim Wam błogosławię.

+ Andrzej Dzięga
Arcybiskup Metropolita Szczecińsko-Kamieński
__________________

CZYM JEST „HALLOWEEN”  I DLACZEGO JEST NIEBEZPIECZNE DLA ŻYCIA DUCHOWEGO CHRZEŚCIJAN???

Halloween pochodzi z czasów przedchrześcijańskich, a jego początki sięgają ok. 2000 lat przed narodzeniem Chrystusa. Wywodzi się z praktyk druidów, którzy u starożytnych Celtów pełnili funkcję kapłanów, sędziów, nauczycieli i wróżbitów. Największym świętem Celtów było święto na cześć ich boga Samahaina, boga zmarłych. Obchodzono je w nocy z 31 października na 1 listopada. Ludy celtyckie traktowały tę noc w sposób szczególny. Wieczorem bowiem kończyły się lato i stary rok, a o świcie zaczynały się zima i nowy rok. Wierzono, że tego wieczoru duchy zmarłych powracają do swoich dawnych domów, by odwiedzić żyjących. Ci zaś musieli przygotować na ten dzień jedzenie dla złych duchów. Jeśliby tego nie uczynili, mogły się im przydarzyć wszelakiego rodzaju straszne rzeczy. Złe duchy miały bowiem moc szkodzenia żyjącym.

Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero wtedy, gdy Kościół w 835 roku przeniósł z okresu wielkanocnego na 1 listopada Uroczystość Wszystkich Świętych. Zresztą ze skrótu dwu nazw: "All Hallow Day" (Dzień Wszystkich Świętych) i "All Hallow Evening" (Wieczór Wszystkich Świętych) powstała nazwa "Halloween". Dzisiaj ta tradycja starożytnych Celtów zaczyna się odradzać nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także w Europie i w Polsce. To rzekomo wesołe "święto" jest szeroko nagłaśniane przez media. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że tradycja tego "święta" została przejęta przez satanistów, którzy noc Halloween (z 31 X na 1 XI) uważają za swoje święto sądząc, że wtedy właśnie szatan ma szczególną moc. Jest to więc noc tzw. "czarnych mszy", orgii seksualnych i ofiar składanych nie tylko ze zwierząt, ale także z ludzi.

Być może do wielbicieli zamerykanizowanego święta Halloween przez cały ambaras medialno-przebierańczo-marketingowy, nakręcający niezły biznes, nie docierają zarówno informacje o prawdziwej istocie tego „święta", jak i praktykach satanistów, którzy tego dnia są niezwykle aktywni. Anton LaVey’a, autor „Biblii szatana”, przyznał, że Halloween dla satanistów jest najważniejszym dniem w roku, jest bowiem czasem niezwykłej potęgi szatana. Dlatego wtedy odprawiają swoje „czarne msze”, podczas których składają krwawe ofiary, oraz dokonują rytualnych zabójstw.
Pewnie niewielu rodziców wie, że zbieranie słodyczy przez dzieci wywodzi się również z pogańskich zabobonów, według których, aby nie rozzłościć złych duchów, powinno się przygotować na ten dzień wiele rarytasów. Niewinna zaś z pozoru wydrążona dynia jest z kolei pozostałością po pogańskim zwyczaju rzeźbienia wizerunku demonów, których rolą było odstraszanie wszelakich nieszczęść. To również ówczesny symbol potępionych dusz. Warto tutaj także dodać, że zarówno podświetlona dynia, jak i czaszka, którymi tak chętnie ozdabiane są domy podczas Halloween, w przeszłości były symbolami czcicieli szatana. Nie ma wątpliwości, że Halloween jest powiązany z okultyzmem, dlatego może zniekształcać postrzeganie prawdy o świecie nadprzyrodzonym i prowokować do przekroczenia bardzo niebezpiecznej granicy. Wydaje się, że tu tkwi najpoważniejszy problem dotyczący tego dnia - niebezpieczne ignorowanie realizmu świata duchowego.

aktualizowano: 2014-05-30
Parafia św.Józefa | ul.św.Jana Chrzciciela 1, 73-110 Stargard Szczeciński
biuro@swjozef.stargard.pl