Niedziela, 25 sierpnia 2019 r. imieniny: Belii, Ludwika, Luizy XXI Niedziela okresu zwykłego | Wspomnienie dowolne Św. Ludwika i św. Józefa Kalasantego

Biuletyny Bractwa

Biuletyny Bractwa 3 kwietnia 2013 wyświetleń: 1126

Biuletyn Biuletyn Bractwa św. Józefa, nr 18.

O Józefie, późno Cię pokochałem…  

Pierwsze poważniejsze moje zetknięcie się ze św. Józefem to czas liceum, kiedy wpadła mi w ręce książka Jana Dobraczyńskiego zatytułowana „Cień Ojca”. Pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie ta doskonała literacka wizja, barwna i porywająca opowieść o kimś, kto nie tylko nigdy nie wyszedł z cienia, ale o kimś, komu to miejsce wystarczyło. Kto pozwolił, by wielkie sprawy Boże dokonywały się na jego oczach, właściwie bez jego udziału...

To pierwsze wrażenie było tak silne, że zostało we mnie na długo. Ale z biegiem czasu uległo jakiemuś przyćmieniu. Rzeczywiście św. Józef odszedł w mim życiu w cień, choć – mogę to dzisiaj, z perspektywy lat, z całą pewnością  powiedzieć – nie przestał mieć wpływu na mój duchowy rozwój, na moją drogę. Tak było aż do podjęcia pracy duszpasterskiej w parafii św. Józefa w Stargardzie.

Kiedy, w 2003 r., podjąłem starania o ogłoszenie św. Jana Chrzciciela patronem Stargardu - aż się tego dzisiaj wstydzę - miałem taki pomysł, aby zmienić wezwanie parafii. Myślałem, że to takie skomplikowane: kościół św. Jana Chrzciciela, a parafia św. Józefa. Wszystkim trzeba tłumaczyć czemu tak jest. Ale ma szczęście na drodze młodego wówczas i niedoświadczonego proboszcza, doby Bóg stawia ks. Infułata Edmunda Cybuslkiego, Kanclerza Kurii Szczecińskie. Ks. Infułat pokazał mi list wysłany w 1946 r. do Administracji Apostolskiej w Gorzowie przez pierwszego stargardzkiego proboszcza ks. Edmunda Długopolskiego, który pisał biskupowi tak: „Dla parafii św. Józefa w Stargardzie przejąłem i poświęciłem kościół św. Jana Chrzciciela”. Mówił dalej: „Zobacz jakie zrozumienie Kościoła, jaka pokora, jaka mądrość!”.

Skąd się wzięła stargardzka parafia pw. św. Józefa? W grudniu 1534 roku odbył się w Trzebiatowie sejmik stanowy, zwany Trzebiatowskim. Na nim książęta pomorscy zadecydowali o przyjęciu luteranizmu na całym Pomorzu. Odrzucono zwierzchnictwo papieża. Oczywiście działo się to stopniowo. Zostały rozwiązane wszystkie klasztory, a ich dobra przejęli książęta pomorscy z roku Gryfitów.

Kościół Katolicki przestał istnieć na Pomorzu. I nie istniał 250 następnych lat. Powoli zaczął się odradzać pod koniec XVIII w. W połowie XIX w. w Stargardzie i okolicach istniała niewielka wspólnota katolicka, która początkowo korzystała z kaplicy św. Jobsta, użyczonej przez stargardzki Magistrat (stała nieopodal dzisiejszego SCK). Aż stargardzcy katolicy byli w stanie wznieść własny kościół.

W 1863 r. zakończyła się budowa i dokonano konsekracji pierwszego od czasów reformacji katolickiego kościoła w Stargardzie. Do tej parafii należeli katolicy z miasta i okolic. Parafię współtworzyła całkiem spora grupa Polaków, którzy pracowali w okolicznych wioskach u bogatych niemieckich bauerów.

I tak było do 1945 r., kiedy to, już po zdobyciu miasta, kościół został spalony przez sowieckich żołdaków. Ostatni niemiecki proboszcz przekazał księgi parafialne i udzielił pierwszym chrystusowcom, którzy po wojnie do Stargardu przyjechali, władzy kanonicznej do słuchania spowiedzi i błogosławienia małżeństw.

Chrystusowcy opieką duszpasterską objęli cały Stargard i okolice. Powstałe w powojennych latach parafie w samym Stargardzie i w okolicach miasta możemy śmiało nazwać młodszymi czy starszymi córkami parafii św. Józefa.

Tyle historia! Ale dzieje obecności św. Józefa w Stargardzie, to nie tylko historia, która opisuje przeszłość. To także wiara. A wiara zawsze należy do teraźniejszości. Chrystus nie jest przeszłością! Możemy śmiało powiedzieć, że żyjemy w czasach Chrystusa, bo dla człowieka wierzącego wszystkie czasy należą do Chrystusa. Także św. Józef nie należy do przeszłości. A wręcz przeciwnie! Wielu mówi, że czas św. Józefa dopiero się w Kościele rozpoczyna, że XXI wiek będzie wiekiem św. Józefa. Wkrótce się dowiemy, czy wybór uroczystości św. Józefa na inaugurację pontyfikatu Franciszka I był przypadkowy.

Wybór nowego papieża to zawsze w Kościele jakiś nowy początek. Kiedy mówimy, że panuje ogólnoludzki kryzys, kryzys w rodzinach, w sumieniach, także w Kościele; kiedy przeżywamy – jak to mówił już Papież Paweł VI - „apokaliptyczne drżenie” – trzeba powrócić do źródła. Do ewangelicznego źródła Kościoła, do początków Przymierza zawartego przez Boga z człowiekiem. Bo właśnie tam została nam dana tajemnica Józefa.

I jak nie można pojąc dziejów chrześcijaństwa bez grzechu Adama, wiary Abrahama, patriarchów i proroków, tak nie można pojąc dziejów Kościoła (także tych współczesnych) bez przypatrzenia się tajemnicy św. Józefa. Powracając do źródła – nie chcemy iść pod prąd historii, ale chcemy poznać co stanowi duszę dziejów i sens mijającego czasu.

Wierzymy, że to Duch Święty każe dzisiaj Kościołowi przyjrzeć się tajemnicy św. Józefa. Starać się dostrzec w niej światło, które pozwoli nam bezpiecznie iść za Chrystusem i pozostać – o co prosił w pierwszym dniu po wyborze Papież Franciszek I - uczniami Chrystusa.  

Rzeczywiście Ewangelie nie przytaczają ani jednego słowa św. Józefa. Józef milczał. Józef umiał słuchać. Józef był refleksyjny, rozważny, skromny. Dodajmy do tego: był ubogi. Ale spróbujmy na ubóstwo Józefa spojrzeć uważniej, mądrzej, głębiej je zrozumieć. Nie ulegajmy pokucie, żeby ubóstwo rozumieć jako zwykłą biedę, czyli brak podstawowych środków do życia. Można być biednym i jednocześnie mieć serce dalekie od ducha ewangelicznego ubóstwa.

„Ubogi” to ten, kto swoje skarby gromadzi U BOGA. Ubogi to ten, kto nie musi być stale w centrum zainteresowania. Ubogi to ten, kto nie musi mieć zawsze ostatniego zdania. Kto pozwala, aby nawet wielkie i ważne rzeczy działy się bez jego udziału. Kto zgadza się być w cieniu wielkich spraw. Kto nie czeka na brawa. Ubogi to ten, kto wie, że o własnych siłach nic nie uczyni. Kto liczy na Boga. Kto nie jest w swoich kalkulacjach jedynie zimny i pragmatyczny, ale dopuszcza do głosu także Boga. Bierze Go pod uwagę, bo wie, że Bóg umie działać niestandardowo. Bóg może zburzyć najtrwalsze ludzkie budowle, udaremnić najbardziej przemyślane plany, ale też na naszych pogmatwanych i pokręconych życiowych drogach Bóg i tylko Bóg może prosto pisać. Ubogi to ten, kto zgadza się na własną niewystarczalność. Kto jest cierpliwy i pozwala łasce Bożej powoli dojrzewać w ludzkim sercu. Ubogi to ten, który umie zgodzić się na to, aby rzeczy, które powinny (jak myślimy) dokonywać się mocą naszych rąk i siłą naszego intelektu, dokonywały się mocą wiary. Ubogi, to ten, kto zgadza się milczeć, kiedy ma tyle do powiedzenia... I zgadza się, żeby Bóg działał po swojemu w jego życiu.

Jakie to wielkie ubóstwo – przestać opowiadać o swoich sukcesach, przestać wymyślać kolejne historyjki, w których jesteśmy bohaterami… Zachować milczenie i nie mieć pretensji. Uchronić serce przed goryczą. Nie pozwolić, aby serce skamieniało z żalu. Obronić je przed żółcią i za wszelką cenę nie pozwolić, aby w sercu zagościła zawiść i nienawiść.

Serce ubogie – to serce zdane na Boga. Czy nie takiego serca wymagał Bóg od Józefa, kiedy dał mu brzemienną narzeczoną? Kiedy trzeba było szukać schronienia w nocy Bożego Narodzenia, albo kiedy trzeba było uciekać przed furią Heroda i zgodzić się na los emigranta i wygnańca? Kiedy Bóg ogołocił Ich i skazał na tułaczkę. Jakiego pokornego serca wymagał Bóg od Józefa, kiedy dotarła do niego wiadomość, że rówieśnicy Jezusa zostali zamordowani i stało się to z powodu Jezusa. A jakiego serca żąda Bóg od nas? 

ks. Jarosław Staszewski TChr

 

TAJEMNICA ŚWIĘTEGO JÓZEFA (cz. 4)

Próba św. Józefa

Po trzech miesiącach milczenia przy Elżbiecie, która oświecona przez Ducha - wszystko pojęła, Maryja wraca do Józefa. Ewangelia św. Mateusza ujawnia nam jego niepokój: ...wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: ,,Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”. A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami”. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie (Mt 1, 18-24).

Z miłości do Maryi i z szacunku do woli Bożej Józef postanawia zwrócić Maryi wolność, i to w jak największej dyskrecji. Oto pokora i ubóstwo Józefa! Został postawiony przed faktem dokonanym: Bóg zadziałał w Maryi, nie pytając go o zdanie; on zatem musi się wycofać, pozostawić Maryi wolność, żeby Bóg mógł nadal działać w Niej i przez Nią, tak jak chce. Skoro Ewangelista podkreśla: ,,A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna” czyż nie właśnie po to, by nam wskazać, że Józef,  który nie mógł wątpić w wierność Maryi ani w Jej lojalność wobec niego, zrozumiał, że spełniła się w Niej przepowiednia Izajasza? A skoro proroctwo mówiło jedynie o dziewicy, która pocznie i porodzi syna, wobec tego Józef musi się usunąć...

Józef całkowicie oddał się Maryi, a Ona odpowiedziała na ten akt, dając mu do zrozumienia, że Bóg ma do niej wszelkie prawo i Józef się na to zgodził. Teraz nadeszła pora, żeby ze swej strony udzielił odpowiedzi. Nie sądził, że to nastąpi tak szybko! Nie oglądając się za siebie, Józef powiedział woli Bożej swoje milczące fiat. Zgodził się ustąpić miejsca Maryi, a samemu wycofać się w milczeniu. Dziewica należy jedynie do Boga, który ma wobec Niej wielkie plany i wszelkie prawa. W decyzji Józefa widać jego nadprzyrodzoną miłość do Maryi: kocha Ją dla Niej samej, kocha Ją i pragnie, by spełniła się w Niej wola Boża. Nie kocha Jej dla siebie; jego miłość nie daje mu do Niej żadnego prawa. Józef chce nade wszystko pełnić wolę Boga. W swojej roztropności, oświeconej wiara i miłością, podjął tę heroiczną decyzję z miłości i z szacunku do Maryi. Bóg zaplanował jednak inaczej i „anioł Pański” mu to uświadomił - oto Józef otrzymuje swoje zwiastowanie. Bóg pozwolił mu być obecnym przy zwiastowaniu Maryi i w ten sposób zbadał jego serce: czy Józef kocha Maryję – cudowny dar ofiarowany mu przez Boga - bardziej niż aktualną wolę Bożą względem siebie i względem Niej? Józef zgodził się ofiarować Maryję Bogu, zgodził się, by Bóg miał wszelkie prawa do Dziewicy i zabrał ją daleko od niego, w bliskość swojego umiłowanego Syna, wreszcie Józef zgodził się pozostać jakby odsunięty od wydarzeń, od tego ,,uprowadzenia”. A Bóg posyła do niego anioła, by mu okazać zaufanie i miłość: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus”.

Maryi zostaje zwiastowane, że pocznie i porodzi Syna Najwyższego, Józef natomiast w swoim zwiastowaniu dowiaduje się, że ma wziąć do siebie Maryję, noszącą w sobie Tego, który ma zbawić swój lud i który jest w Niej owocem Ducha Świętego. Anioł uświadamia Józefowi, że ma on zawsze patrzeć na Maryję tak samo: Ona jest jego małżonką. ,,Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11, 29). Nie powinien się od Niej odsuwać; jest Ona dla niego darem nawet bardziej niż przedtem, gdyż spełniło się w Niej dzieło Ducha Świętego. Józef musi teraz patrzeć na Maryję w nowy sposób. Musi przyjąć Ją głębiej, w jej Bożej płodności, musi także przyjąć owoc Ducha Świętego w Niej, gdyż owoc ten zostaje dany także i jemu. Anioł mu to uświadamia, oznajmiając, że on sam ma nadać Dziecku imię Jezus. Józef ma zatem stać się autorytetem dla Maryi (która jest jego małżonką) i dla Tego, którego Ona porodzi - ma Mu nadać imię, tak jak ojciec nadaje imię synowi.

Rozumiemy radość serca Józefa, radość jego ubogiego serca. Wszystko oddał Bogu, a Bóg odpłacił mu stosownie. Józef wybrał Maryję na swoją żonę, a oto Bóg daje mu za małżonkę Tę, która porodzi Zbawiciela; a jeśli wszystko, co należy do Maryi, należy także do niego, to również owoc jej łona należy do niego. Przez Maryję Bóg mu daje swojego umiłowanego Syna, by był także jego Synem. Maryja, żona Józefa, może mu dać swojego Syna tylko po to, by był jego Synem. Wszystko, co Maryja otrzymała od Ojca, daje Józefowi. Tak wyraża się głęboki zamysł Ojca względem Niej, inaczej nie połączyłby Jej z Józefem jako małżonkiem.

Kalendarium brackich wydarzeń na najbliższe miesiące:  

  1. 7 kwietnia, Niedziela Miłosierdzia Bożego, po Mszy św. o 12.30 – planowane poświęcenie obelisku upamiętniającego kościół parafialny pw. św. Józefa.
  2. 16 kwietnia – godz. 18.15 – nabożeństwo do św. Józef; 1`8.30 – Msza św. w int. małżeństw i rodzin; 19.30 – spotkanie formacyjne w salkach.
  3. 01.05.2013 - II Pielgrzymka Bractwa do Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu (jednodniowa)
aktualizowano: 2014-06-02
Parafia św.Józefa | ul.św.Jana Chrzciciela 1, 73-110 Stargard Szczeciński
biuro@swjozef.stargard.pl